Nowy trend na Dolnym Śląsku: ślub i wesele w naturze. „Odrobina dzikiej magii Matki Ziemi”
Wieczór panieński na polu lawendy lub na winnicy, ślub i wesele w sadzie lub w ogrodzie, przenośna restauracja z dolnośląskim menu i lokalna projektankta-krawcowa. A może deskorolki zamiast limuzyny?
– Pary zwracają dziś uwagę na kwestie związane z ekologią i „less waste”. Otwieramy się na małe manufaktury i szukamy lokalnych podwykonawców. Dominuje styl boho, natura i góry, ale najważniejsza jest niepowtarzalność, czyli to, by uroczystość miała nasz własny i jedyny w swoim rodzaju charakter – o najnowszych inspiracjach ślubnych opowiada Joanna Wagner-Zadorska, konsultantka ślubna z Wrocławia.
Marzena Żuchowicz: Znam parę, która do ślubu przyjechała na deskorolkach. Czy to już nowy trend – rezygnujemy z limuzyn?
Joanna Wagner-Zadorska: Pary mają różne pomysły – większość tych, które trafiają do mnie, idzie w stronę natury, choć nie wszystkie. Szukają miejsc zielonych, wśród przyrody, w otoczeniu gór, albo przynajmniej zielonych enklaw w mieście.

Masz swoje ulubione, zielone miejsca na ślub i wesele?
We Wrocławiu to na przykład Warsztat Food&Garden przy Niedźwiedziej – bardzo fajne, postindustrialne miejsce i enklawa zieloności w centrum miasta, z własnym ogrodem i szklarnią. W tej szklarni też czasem odbywają się śluby. Organizowaliśmy tam m.in. wesele Kasi i Pierre’a, pary polsko-francuskiej. Pobrali się w Auli Ossolineum – początkowo ślub miał odbywać się na dziedzińcu, ale nie dopisała pogoda – a następnie wynajętym przez nas zabytkowym tramwajem Konstal 4N1, znanym jako „Enusia” przejechaliśmy stamtąd na Niedźwiedzią. W postindustrialnych wnętrzach zwykle nie trzeba jakichś wielkich dekoracji. Nasza dekoratorka Kasia z Dzikich Kwiatów ze Strzelina, udekorowała ceglane ściany odrobiną zieleni, eukaliptusem i gałęziami, na których zawiesiła światełka, wyglądało to wszystko przepięknie. Zrobiła też piękny bukiet dla panny młodej, udekorowała miejsce ceremonii i stoły gości. Gliniane butelki po wódce, które panna młoda (współautorka koncepcji dekoracji, prowadząca bloga bemyguests), znalazła na pchlim targu, służyły jako wazony na kwiaty. Nawet nie wiedziałam, że wódkę sprzedawano kiedyś w takich butelkach.

Jednym z moich ulubionych miejsc na Dolnym Śląsku jest też Stara Kruszarnia w Złotym Stoku, na Przedgórzu Sudeckim – wspaniała postindustrialna przestrzeń, otoczona górami i lasem. Ostatni międzynarodowy ślub, z goścmi ze Szwajcarii, skupił profesjonalistów tańca. Sama para młoda rewelacyjnie tańczyła taniec zwany zouk. Często polecam też parom okolice Ślęży, miejsce o nazwie „Mieszko i Jagienka” – to bardzo urokliwe miejsce, z drewnianymi domkami w lesie na nocleg dla weselników.
A jeśli ktoś decyduje się np. na ślub na polanie, pośrodku gór, gdzie nie ma żadnej infrastruktury?
Wtedy rozstawiamy od podstaw specjalistyczny namiot, dowozimy agregaty prądu – jeżeli nie ma przyłączy. Oczywiście wszystko jest do zrobienia, z tym że w niektórych przypadkach koszty mogą przewyższać ślub w pałacu.
Dziś wszędzie można też dowieźć catering, ale ciekawostką jest to, że na Dolnym Śląsku działają już restauracje przenośne. To na przykład Kocharz. Oni przywożą z sobą cały sprzęt do gotowania i wszystko robią na miejscu. Co ciekawe, mają w ofercie ślubnej menu dolnośląskie – kieliszek wina lub cydru dolnośląskiego na powitanie, chleb wiejski na zakwasie i masło ze Ślubowa, na przystawkę np. karmelizowane marchewki z miodem gryczanym, wędzony twaróg i orzechy laskowe. Jako danie główne proponują np. troć z sosem szczawiowym czy nogę z kaczki piżmowej w sosie żurawinowym. Jako dodatek np. kluski śląskie z palonym masłem i szałwią czy kaszę pęczak z grzybami.

To ważne, gdy para młoda chce pokazać swoim gościom, często przyjeżdżającym z daleka, z zagranicy, dania typowe dla naszego regionu i nawiązujące do jego tradycji i lokalnej tożsamości.
Na co jeszcze zwracacie uwagę, jeżeli para chce, by wesele było jak najbardziej less waste?
Na przykład na to, by zaproszenia były na papierze ekologicznym. Współpracuję m.in. z bardzo fajną lokalną firmą Papier i Tusz. Coraz większym zainteresowaniem cieszy się kaligrafia – małe firmy ręcznie wypisują tysiące winietek. Kolor tuszu dobiera się do kolorystyki wesela. W podobny sposób można też zrobić całą weselną papeterię.
Czym jest weselna papeteria?
To wszystkie druki potrzebne na wesele, w tym winietki imienne na stół czy winietki na stoły tematyczne, listy powitalne w pokojach hotelowych czy elegancko złożona kartka, którą otrzymują goście weselni i która informuje ich o tym, czym zostali ugoszczeni. A więc na przykład znajdą tam informacje o tym, że soki, które są serwowane, zostały wyprodukowane rzemieślniczą metodą z owoców z pobliskiego, ekologicznego sadu, albo że dana potrawa nawiązuje do tradycji regionu, kim są muzycy, w jakim miejscu się znajdujemy itp.

Jaki alkohol dziś serwuje się na weselach?
Coraz częściej wino. Jeśli chodzi o mocniejsze alkohole to do łask wracają tradycyjne nalewki. Często organizuję imprezy o charakterze międzynarodowym i takie pary chcą pokazać swoim gościom coś lokalnego, czego oni nie mają u siebie. Na jednym z takich wesel były więc wina francuskie, a obok stolik z winami z Dolnego Śląska. U pani ze Złotego Stoku zamówiliśmy kolorowe nalewki z truskawek, aronii i pigw. Te nalewki cieszyły się ogromnym powodzeniem. Ich twórczyni to rewelacyjna osoba, nie prowadzi dużej firmy, dlatego trzeba je u niej zamawiać rok wcześniej.
Podobno bimber znów staje się modny, czy – jeśli można tak powiedzieć – wraca na salony?
Nie wszyscy decydują się na alkohol bez banderoli, ale tak, coraz więcej osób o to pyta. Na jednym z wesel mieliśmy np. bimber z folwarku, na którym odbywało się to wesele – lokalny koloryt dla gości.
A suknie ślubne? Dziś to wydaje się dziwne, ale ja sprowadzałam swoją z Hiszpanii.
Do niedawna to była dość częsta praktyka, że dziewczyny wybierają suknię w salonie. To znaczy mierzą i wybierają wzór, a następnie zamawiają określony rozmiar – zamówienie jest wysyłane za granicę, bo suknie popularnych marek są szyte i sprowadzana z Włoch, a także ze Wschodu – z Rosji, Ukrainy, również ze Stanów Zjednoczonych. Dziś coraz częściej szukamy lokalnych wykonawców.

Zachęcam moje klientki, żeby szyły suknie od podstaw, na zamówienie, u małych lokalnych projektantek, ponieważ te dziewczyny robią wspaniałe rzeczy. Jedną z moich ulubionych jest Małgorzata Motas, a także Modowa Krawcowa. Można do nich przyjść z własnym pomysłem, albo powiedzieć, jakie wesele się planuje i liczyć na kreatywność i ciekawe propozycje. Koszt materiałów i uszycia takiej sukienki to przykładowo 3 tys. czy 2,5 tys zł. Dla porównania, sprowadzana do salonu suknia z zagranicy może – wraz z całą usługą – kosztować 5-6 tysięcy i więcej. Ale liczy się nie tylko cena. Chodzi przede wszystkim o to, by mieć pewność, że sukienka jest w stu procentach taka, jakiej oczekujemy i w stu procentach wyjątkowa.
A jak dziewczyny spędzają dziś wieczory panieńskie? Świadkowe mają coraz bardziej oryginalne pomysły na świętowanie przed zamążpójściem swoich przyjaciółek. W winnicy Silesian można na przykład zorganizować sobie wieczór z winem na polu lawendowym.
Ostatnio organizowałam sesję stylizowaną z Kasią Hretczak z Esteem Beauty. To był wieczór panieński z truskawkami i lokalnym winem właśnie z winnicy Silesian. Kasia zadbała o dobre samopoczucie dziewczyn – wykonuje fantastyczne, rozluźniające rytuały, kąpiele relaksacyjne. Uczestniczki imprezy otrzymały w prezencie m.in. takie same jedwabne szlafroczki, fryzjerka i makijażystka zrobiły im fryzury i makijaże, a potem dziewczyny ubrały się poszły razem na miasto.

Mówisz, że pary coraz częściej szukają małych, lokalnych podwykonawców. Czy – z twojego punktu widzenia – łatwo ich znaleźć?
Tak, mamy coraz lepiej rozwiniętą sieć, a ja z każdym kolejnym ślubem nabywam nowe kontakty i poszerzam bazę zaufanych manufaktur. Jedna z par polsko-francuskich wymyśliła na przykład, żeby zamiast kwiatów goście przynieśli bagietki.
Na mojej liście są już dziewczyny, które robią fantastyczne torty, to np. MamWypieki, Torty z Mojesza, Marcepani – ważne jest, żeby było blisko miejsca, w którym odbywa się wesele, bo tortu lepiej nie wieźć z daleka. Mam wspomniane sprawdzone ekipy od papeterii, współpracuję z dekoratorką Kingą z Decoki czy z chłopakami z WiliWianki z Nadodrza. Dekoracje, dodatki, takie jak stelaże, świeczniki, serwety, obrusy, bieżniki, wypożyczamy z Rent-4-Weddings, a czasem przyjeżdżają aż z Bydgoszczy z APP dekoracje – tam można wypożyczyć wszystko, co potrzebne do organizacji wesela o określonym charakterze, stylu, łącznie z meblami. Zdarza się bowiem, że parze ogólnie podoba się sala, jednak podmieniamy np. stoły i krzesła.
Jedno z wesel zaczęliśmy mocnym uderzeniem – Strzelińska Orkiestra Dęta z przytupem poprowadziła gości weselnych na salę.

Rewelacyjny jest też pomysł z robieniem obrączek na zamówienie, a nawet ich własnoręcznym projektowaniem – część moich par decyduje się na warsztaty u Kasi Zięby i robią wszystko sami, od początku do końca, lub robią tylko projekt, zlecając rzemieślniczce jego wykonanie. Wspaniałe obrączki na zamówienie robi też Mundaka. To także wrocławianka, absolwentka ASP, zainspirowana dziką przyrodą, która stara się, by każda obrączka była nieprzewidywalna i zaskakująca i by w każdej pracy była ta „odrobina dzikiej magii Matki Ziemi”.
