Lawenda i prowansalskie klimaty na Przedgórzu Sudeckim
O lawendowym polu marzyła siedząc z córką w szpitalnej poczekalni i wpatrując się w zawieszony
na ścianie obrazek z Prowansji. Pierwsze sadzonki wyhodowała sama, w domowych doniczkach.
Wyrosły chudziutkie i liche, wynosiła je na słońce i zabierała z powrotem do domu, kiedy zerwał się
wiatr.
Zaczęło się od tego, że kiedyś od teściowej dostałam prawdziwą lawendę, taką w doniczce – opowiada
Renata Drabowicz, właścicielka Lawendy na Uboczu. – Jej zapach zawsze mnie uspokajał.
W szpitalu myślała o tym, jak pięknie musi pachnieć całe lawendowe pole – patrzyła na wiszący na
ścianie obraz i wyobrażała sobie, jak idzie po takim polu – to marzenie pomagało jej w trudnych
chwilach.
Inny świat
Ubocze to prastara wioska na Przedgórzu Sudeckim, między Gryfowem a Lwówkiem Śląskim Niewiele ponad tysiąc mieszkańców, przystanek kolejowy, kościół, staw i malownicza aleja z kasztanami. Ulice nie mają tu nazw, 10 metrów od skrętu z głównej drogi stoi dom Renaty Drabowicz. Za nim rozpościera się dzisiaj całkiem inny świat – lawendowe pole, informuje nas o tym stojąca przy drodze biała drewniana tabliczka.

– Zrobiłam to dla siebie, zaorałam łąkę za domem. Pomyślałam: trudno, jeżeli nie wyjdzie, to za jakiś czas znów ta łąka odrośnie – wspomina pani Renata.
Romantyczne początki
Pierwsze 300 sadzonek wyhodowała sama, z nasion. Wsadziła je do doniczek i postawiła przy oknach. – Na szczęście mam w domu duże okna. Kiedy świeciło słońce, wynosiłam doniczki na podwórko,a potem chowałam je z powrotem do domu. Zrobiłam im takie podesty z desek – opowiada.
Wtedy jeszcze nie wiedziała, że lepiej byłoby nasiona przemrozić, wówczas lepiej by wzeszły.
– Dzisiaj już nikt tak chyba nie robi, żeby wsadzać nasionka do ziemi, bo sadzonki można już bez problemu kupić w Polsce. Łatwo też zdobyć wiedzę na temat uprawy.

Nie od razu lawendowe pole wyglądało tak pięknie jak teraz – potrzeba było wielu lat, zanim krzewinki rozrosły się i zgęstniały. Renata cały czas dosadzała kolejne odmiany. Pierwsza, ta wyhodowana z nasion, to lawenda wąskolistna, z daleka przypominająca bukszpan, następnie doszły kolejne odmiany: munstead – niezwykle malownicza, o niebiesko-filotelowych kwiatach i wyjątkowym zapachu: słodkim i delikatnym, jasnoróżowa rosea oraz hybryda Lavendula intermedia Grosso – nazywana królową plantacji, niezwykle wytrzymała, o długich łodygach (krzak osiąga rozmiar do 1 metra na wysokość i szerokość).
Ach, jak cudownie pachnie
Z pierwszym koszykiem kwiatów pojechała 10 lat temu na święto ceramiki do Bolesławca.
– Klienci podchodzili do i pytali: co to za piękne kwiaty? – wspomina.
Na drugi dzień przy bukietach wywiesiła karteczkę: lawenda.
Wspomina też, że kiedy jej pierwsi klienci wąchali woreczki z suszonymi kwiatami lawendy to sugerowali, że w środku jest jednak coś innego – lawenda, jaką dotąd znali to był chemiczny aromat dostępny wtedy w sklepach. Prawdziwej lawendy wtedy w Polsce jeszcze praktycznie nie było.

W tym roku było tak sucho, że po raz pierwszy rozwiesiła lawendę na sznurkach w ogrodzie (zwykle suszenie odbywa się w stodole). Wyglądało to pięknie – przyjeżdżały rodziny z dziećmi i młode pary na ślubne sesje zdjęciowe. Największe wrażenie robi jednak zapach – cały dom i wszystko wokół pachnie lawendą. – Największa radość jest wtedy, kiedy widzę zachwyt ludzi, gości, którzy mnie odwiedzają. To mnie nakręca, i sprawia, że chcę robić więcej – mówi Renata Drabowicz.
Woreczki z lnu i pyszności z lawendą
Latem jest bardzo dużo pracy – i są momenty kryzysu. To ważne, by lawendę zebrać zanim rozkwitnie, w przeciwnym razie kwiaty po wysuszeniu się obsypują. – Nieraz trzeba się spieszyć– kiedy są upały wstajemy z córką o piątej i idziemy na pole.
Przychodzą sąsiedzi, znajomi, przyjaciele, wszyscy chcą pomóc, ale też chcą brać w tym udział, bo to zbieranie lawendy to niezwykle aromatyczne przeżycie.
Najbardziej przyjemny moment dla pani Renaty to robienie bukietów – robi je sama, choć nie jest z zawodu florystką.
Oprócz wspomnianych bukietów w klimatycznym miejscu, które sama stworzyła można kupić woreczki zapachowe, wianki różnego rodzaju, poduszeczki relaksacyjne, przeróżne zdobione kosze na specjalne zamówienie, a także olejki zapachowe – to wszystko ze 100 proc. naturalnej lawendy. Warto podkreślić, że woreczki są uszyte z lnu z dolnośląskich Mysłakowic – a przy tym żaden inny materiał nie przewodzi tak pięknie lawendowego zapachu.

W Lawendzie na Uboczu można też skosztować sezonowych pyszności ze swojej pachnącej lawendą domowej spiżarni: z jadalnych odmian lawendy i tego, co jeszcze rośnie w jej ogrodzie i sadzie przed domem pani Renata wytwarza m.in. lawendowe konfitury z truskawkami czy dżem z malin z dodatkiem lawendy. Lawendę można też u niej kupić w postaci sadzonek (mniejszych lub większych), a także świeżo zerwaną, w tym również lawendę spożywczą, z którą można np. upiec kruche ciasteczka, zrobić krem do tortu czy dodać do herbaty, ale pasuje też do wytrawnych dań, którym nadaje im głębszy zapach i smak.
Produkty są dostępne tylko w sezonie lawendowym – czyli od czerwca do września.
***
Po więcej informacji zapraszamy na facebooka Lawendy na Uboczu lub bezpośrednio na plantację, którą znajdziecie przy drodze między Lwówkiem Śląskim a Gryfowem (Ubocze 24959-620 Gryfów Śląski)
www.facebook.com/pg/lawendanauboczu
Renatę Drabowicz i jej lawendowe cuda można też spotkać na święcie ceramiki w Bolesławcu, zgorzeleckich Jakubach i na jarmarku produktów regionalnych „Wyprodukowano pod Śnieżką”.