Klimat na chili. Pikantna historia z Gór Kaczawskich
Produkty lokalne, produkty ekologiczne, produkty regionalne, lokalni producenci, Wrocław, Dolny Śląsk
3600
post-template-default,single,single-post,postid-3600,single-format-standard,qode-social-login-1.1.3,stockholm-core-1.2.1,select-theme-ver-5.2.1,ajax_fade,page_not_loaded, vertical_menu_transparency vertical_menu_transparency_on,menu-animation-underline,side_area_uncovered,header_top_hide_on_mobile,wpb-js-composer js-comp-ver-6.1,vc_responsive

Klimat na chili. Pikantna historia z Gór Kaczawskich

Na początku było pytanie: czy da się to zrobić samemu? Kacper Rykis miał dość importowanego tabasco. Stworzył Rykowisko, pierwszą na Dolnym Śląsku małą farmę chili, oraz piekielnie ostry Mokry Sen o Karolinie.

Na youtube można znaleźć filmiki: jak zjeść w całości papryczkę chili i przeżyć. Niektórzy odpadają, bledną jak kartka papieru i prawie mdleją, inni przeciwnie – czerwienieją na twarzy, gwałtownie gestykulują, krzyczą z bólu. – Prawdziwa ostrość sprawia po prostu ból. To jakby ktoś przypalał ci podniebienie na ruszcie, a potem przełyk i żołądek. Kolejny, dość nieprzyjemny objaw to zatykanie uszu, podobne jak kiedy nagle podwyższa się ciśnienie – opisuje Kacper.

Kiedyś też trochę kręciło go takie kaskaderstwo i ostro sobie poczynał.

Papryczka chili z Gór Kaczawskich. Fot. Kacper Rykis

Kapsaicyna lubi się przegryźć

Ale ostrość sama w sobie nie jest już dla niego priorytetem. – Lubię dania wyraziste, dobrze przyprawione. Sam robię sery, piwo czy piekę chleb na zakwasie. Uczciwe jedzenie zasługuje na uczciwy sos. Oprócz ostrości lubię też jednak wyczuwać w sosie pozostałe składniki, jego złożoność, kwasowość. Do niektórych potraw pasuje słodycz skarmelizowanej cebuli czy dymny posmak grillowanej papryczki, do innych kwasowość octu z mirabelki czy truskawek – wylicza Kacper.

Znam osobę, która ostrym sosem przyprawia wszystko: zupę, kaszę, pieczone warzywa. A Kacper? Lubi na przykład: skropić sobie zwykłe pierogi Somsiadem Złodziejem, sosem na bazie cebuli, solidnie przyprawić sobie karkówkę z grilla, a do pieczonych batatów zrobić dip: 1:1 majonez i ostry sos (dip powinien odstać 2-3 dni, by kapsaicyna rozpuściła się w tłuszczu, mówiąc potocznie: żeby się przegryzło).

Do rzemieślniczego sera poleca tegoroczne nowości, nietypowe ostre sosy, ale o nich opowiemy na końcu.

Kacper Rykis i jego cebule na sos Somsiad Złodziej. Fot. Rykowisko

Bardziej niż eko

Od razu wiedział, że podstawą dobrego sosu, jest dobry skład. Paprykę postanowił wyhodować sam. Zaczynał od kilku doniczek na parapecie w mieszkaniu w Jeleniej Górze. Potem przeniósł uprawę na przydomową działkę u rodziców. W końcu kupił dom i pole w Gorzanowicach niedaleko Bolkowa, na skraju wioski, z widokiem na pola i Góry Kaczawskie. – Nazwa nieformalna to „sześć domków”, bo tyle ich tu stoi, a nasz jest ostatni – mówi Kacper.

Stworzył tu własne, rodzinne gospodarstwo. Przy domu rosną drzewa owocowe, jest ogród owocowo-warzywny, Kacper wybudował też kurnik.

Skorupki jaj wykorzystuje jako nawóz, z mszycą walczy przenosząc do tunelu biedronki, i mówi o sobie że jest „bardziej niż eko”, bo nie wykorzystuje nawet tych środków, które są w gospodarstwach ekologicznych dopuszczone. – Klimat, zwłaszcza tutaj, na terenach podgórskich, to nam akurat nie sprzyja. W województwie lubelskim jest pole uprawne z jalapeno czy lemon drop i wiem, że tam to się jakoś sprawdza. Ja musiałem wybudować tunele dość niskie, tylko takie żebym mógł w nich stanąć swobodnie, normalnie buduje się wyższe, ale tutaj zniszczyłby je wiatr.

Pracę w gospodarstwie Kacper cały czas łączy z pracą w Jeleniej Górze, ostatnio głównie zdalną, jest informatykiem.

Uprawa papryczek. Fot. Rykowisko

Jak rodzice i Amerykanie

Wychował się na wsi, jego rodzice – po godzinach, ponieważ całe życie pracowali też zawodowo – prowadzili niewielkie rodzinne gospodarstwo. Uprawiali ogród i pole, w kuchni wiele rzeczy robili sami, wszystko uczciwe i naturalne, bez wszechobecnej dziś chemii na polu, konserwantów i polepszaczy smaku. Od rodziców Kacper wiele się nauczył.

Od niedawna sam ma rodzinę – małą córkę, a drugie dziecko jest w drodze. Tym bardziej zwraca uwagę na to, co jedzą i jak to zostało zrobione. Pomysł na to, by po 11 latach życia w mieście, wrócić na wieś i stworzyć własne gospodarstwo, z takim podejściem na pewno się łączy.

– Na przykład, nie kupię dziecku jabłuszka z popularnego w Polsce sadu w centralnej Polsce. Ostatnio tamtędy przejeżdżałem i widziałem, że pod tymi drzewami nic nie rośnie, wszystko jest wypalone. To tylko jeden z przykładów. Glifosat i inne chemiczne opryski, nierzadko w dużych ilościach, są w Polsce dozwolone i powszechnie używane.

Po drugie, Kacper śledzi trendy. Obserwując to, co dzieje się już od jakiegoś czasu w Stanach Zjednoczonych, jest przekonany, że przyszłością jest zmiana perspektywy, rozwój małych, rodzinnych gospodarstw nastawionych na ekologię i rolnictwo, powrót do korzeni sprzed ery wielkich industrialnych gospodarstw.

Praca na farmie. Fot. Rykowisko

– W Stanach ten trend widać już wyraźnie, a u nas właśnie się zaczyna. Główna zasada brzmi: dbamy o glebę, nie o roślinę, bo to tak naprawdę gleba sprawia, że roślina jest w dobrej kondycji – mówi Kacper. Przytacza w oryginale słowa Erika Cuttera, twórcy małego gospodarstwa w Kalifornii: „We have to start thinking about feeding the soil, not feeding the plant”

Skorpion dla najbardziej wytrzymałych

Kacper robi sosy fermentowane (kiszone) i pasteryzowane (krótko zagotowane – mają 5-10 jednostek pasteryzacji, dla porównania piwo ma do 70 jednostek). W tym roku po raz pierwszy przygotowuje bardzo małe serie owocowych, nietypowych sosów. – Na pewno będzie seria z truskawką, jagodą z lasu i ze śliwką węgierką – zapowiada. Takie sosy będą miały wyczuwalną słodycz owoców, co idealnie pasuje do rzemieślniczych serów. Na przykład sos z truskawką doskonale łączy się z grillowanym cammembertem.

Oczywiście, truskawki – podobnie jak śliwki – pochodzą przydomowego ogródka, a jagody i jeżyny Kacper zbiera w lesie.

– Słuchamy naszych klientów, którzy wydają opinie – zaznacza.

Sos z dodatkiem śliwek węgierek z ogrodu. Fot. Kacper Rykis

Ważnym dodatkiem do sosów jest także – powstający na bazie owoców – żywy ocet. Kacper robi go z mirabelek, które także sam zbiera. Odkrył zapomniane przez wszystkich miejsce niedaleko Jawora, gdzie rośnie kilkadziesiąt starych drzew. – Ocet z mirabelek dodaje sosom fajnej kwasowości. Dodatkowo utrwala sos, jest to w pełni naturalny konserwant. Obniża Ph sosu, dzięki czemu można taki sos leżakować kilka lat.

Najbardziej wytrzymali mogą spróbować sosu o nazwie: Mokry sen o Karolinie. W skład wchodzi kilka odmian, w tym Trinidad Scorpion oraz Carolina Reaper, uważana do niedawna za najostrzejszą odmianę chili na świecie (ostatnio przebił ją Pepper X, ale sadzonki nie są jeszcze u nas dostępne).

Mokry sen o Karolinie. Fot. Rykowisko

– To sos piekielnie ostry, a zarazem złożony i aromatyczny – opowiada Kacper. Czy to zabawa wyłącznie dla mężczyzn? – Raczej nie, bo dwie najlepiej tolerujące i lubiące ostrość osoby, jakie znam, to są akurat kobiety. Są naprawdę twarde i mam wrażenie, że im ta ostrość nic nie robi – analizuje.

Gdy patrzę jak u Kacpra dojrzewają papryczki chili, to podobnie jak one powoli dojrzewam – do spróbowania czegoś z tegorocznej serii.

Fot. Gospodarstwo w Gorzanowicach, czyli szósty domek od końca

Kontakt dla zainteresowanych:

Gospodarstwo Rolne Rykowisko
Gorzanowice 26
59-420 Bolków

(szósty domek od końca)

www.farmachili.pl