Jak smakuje musujące chardonnay? Seksowne bąbelki z Zachowic
Produkty lokalne, produkty ekologiczne, produkty regionalne, lokalni producenci, Wrocław, Dolny Śląsk
265
post-template-default,single,single-post,postid-265,single-format-standard,qode-social-login-1.1.3,stockholm-core-1.2.1,select-theme-ver-5.2.1,ajax_fade,page_not_loaded, vertical_menu_transparency vertical_menu_transparency_on,menu-animation-underline,side_area_uncovered,header_top_hide_on_mobile,wpb-js-composer js-comp-ver-6.1,vc_responsive

Jak smakuje musujące chardonnay? Seksowne bąbelki z Zachowic

Mike Whitney ma w sobie kalifornijski luz i pogodę. Na Dolnym Śląsku najtrudniej mu w lutym. Poza tym nie narzeka na klimat – vitis vinifera, winorośl szlachetna, którą kilkanaście lat temu zasadził w Zachowicach (30 km od Wrocławia) wydaje dorodne owoce, z których wino wygrywa na najważniejszych europejskich konkursach.

To była degustacja inna niż wszystkie. Koneserom wina zgromadzonym w klimatycznej najstarszej wrocławskiej winotece „Wina i Specjały” przy Krupniczej, Mike bez ogródek przyznał, że europejskiego wina musiał się długo uczyć.

– Mój pierwszy riesling w ogóle mi nie smakował. Zainwestowałem 2 tys. euro i kupiłem różne rieslingi z różnych winnic i roczników. Próbowałem, degustowałem, szukałem idealnego balansu, idealnego połączenia i tak wyrabiałem sobie zdanie o tym, jak powinien smakować idealny riesling. Znając już ten ideał wiedziałem, do czego muszę dążyć – opowiadał płynną polszczyzną, z uroczym kalifornijskim akcentem.

Podobnie było z chardonnay – pierwsze roczniki wychodziły płaskie, miały za mało kwasowości. Z europejskich konkursów – gdzie niemało kosztuje sam udział – wracały z niczym. Ale Mike w ogóle nie wygląda na człowieka, który się łatwo zniechęca. Wręcz odwrotnie – przeciwności go mobilizują, co zobrazował anegdotą o pierwszym spotkaniu z obecną żoną. „Na mój widok się skrzywiła, a ja pomyślałem sobie „o, super, ta dziewczyna ma gust!” – żartował Mike.

Degustacja przy ul. Krupniczej

Pewnie jesteście ciekawi, co facet z najbardziej wymarzonego amerykańskiego stanu właściwie robi na Dolnym Śląsku? Najpierw była praca na Politechnice Wrocławskiej, wspomniana już żona z (Wielko)Polski i dwoje dzieci: Adam i Wiktoria. To od ich imion utworzył nazwę winnicy: Adoria. Na Dolnym Śląsku postanowił spełnić swój amerykański sen o winnicy – jeszcze kilkanaście lat temu takie pomysły traktowano tu z pobłażliwym uśmieszkiem. Ale uczestnicy degustacji pół żartem pół serio przekonywali Mike’a, że doskonale wybrał – zmiany klimatyczne mogą już wkrótce uniemożliwić uprawę winorośli na południowym zachodzie USA, podczas gdy południe Polski „wybije się na (winiarską) niepodległość”. – Dziękuję, uff – cieszył się Mike.

Lokalizacji na winnicę Mike szukał półtora roku, odrzucił 300 innych nim znalazł tę wymarzoną. Zaczynał od podróży po całej Europie, spotkań z dostawcami sadzonek winorośli i rozmów z producentami urządzeń do produkcji wina. Zasięgał rady ekspertów z Toskanii, Niemiec, Francji, Portugalii i USA.

Seksowne bąbelki

Mike przed wrocławską publicznością promował przede wszystkim rewelacyjne musujące chardonnay (dla produktów spoza francuskiej Szampanii nie wolno używać nazwy szampan). Był to jednak prawdziwy „szampan”, robiony tradycyjną metodą (druga fermentacja w butelce), którym można uroczyście świętować najważniejsze wydarzenia w życiu, czy delektować się po romantycznej kolacji z truskawką w tle. Wytrawny, z przyjemnymi bąbelkami. Dolnośląskie „musiaki” (jak żartowali niektórzy) po degustacji rozeszły się w błyskawicznym tempie.

Winem wieczoru okrzyknięto jednak zachowicki pinot noir. Świetnie zbalansowany, lekko oleisty, głęboko owocowy, i już dojrzały w smak i aromat, choć to dopiero rocznik 2017 – wszyscy jesteśmy ciekawi, jak będzie smakował gdy poleżakuje jeszcze kilka lat.

Lokalni rolnicy w akcji

– Jestem też dumny z naszego Dornfeldera – mówił Mike, choć narzekał na mało zachęcającą nazwę tego niemieckiego szczepu. – Kiedyś dziwiłem się, że Niemcy to piją i że Dornfelder jest u nich taki popularny. Zmieniłem zdanie, kiedy przekonałem się, jakie obfite i soczyste grona wydaje ta odmiana na naszym terenie – dwa razy większe w porównaniu z pinot noir, którego uprawia się znacznie trudniej.

Do współpracy udało mu się namówić lokalnych rolników. Sąsiad był wzruszony, gdy na kontretykiecie butelki Dornfeldera Adoria przeczytał:

„Winogrona tego szczepu pochodzą z plantacji Janusza Terleckiego w Zachowicach. Pasja, talent i olbrzymi trud włożony przez Janusza i jego rodzinę w uzyskanie owoców najwyższej jakości, znalazły odzwierciedlenie w doskonałym smaku i wyrazistym aromacie”.

– Odwiedzają mnie często Niemcy. Kiedy im mówię, że to prawdopodobnie najlepszy Dornfelder jakiego w życiu pili, to kręcą głowami, jakbym ich obraził. A po degustacji kupują 6-18 butelek – opowiadał Mike.
Winem z Zachowic zachwycili się też ostatnio Japończycy mieszkający na Dolnym Śląsku – na tyle ostatnio że wysłał do Japonii partię chardonnay i rieslinga. – Ucieszyłem się z tego zamówienia, tylko że w ogóle nie wiedziałem, jak się robi taki eksport, a pan z firmy przy Karmelkowej, który podobno jako jedyny we Wrocławiu zna się na tym, akurat był na urlopie – opowiadał Mike.

Ale jak zwykle mu się udało.

/edit/

Wino musujące non vintage z Winnicy Adoria otrzymało brązowy medal na gali Decanter Wine Awards 2020 oraz Złoty Korek w Konkursie Win Polskich „Polskie Korki” w Poznaniu 2021.

Winnica Adoria w Zachowicach
  • Winnica Adoria
  • ul. Żurawia 33 55-080 Zachowice
  • tel. 605 042 433