Herbzy. Co Posejdon ma wspólnego z herbatą z Wrocławia?
Produkty lokalne, produkty ekologiczne, produkty regionalne, lokalni producenci, Wrocław, Dolny Śląsk
2348
post-template-default,single,single-post,postid-2348,single-format-standard,qode-social-login-1.1.3,stockholm-core-1.2.1,select-theme-ver-5.2.1,ajax_fade,page_not_loaded, vertical_menu_transparency vertical_menu_transparency_on,menu-animation-underline,side_area_uncovered,header_top_hide_on_mobile,wpb-js-composer js-comp-ver-6.1,vc_responsive

Herbzy. Co Posejdon ma wspólnego z herbatą z Wrocławia?

Zioła, woda – tak  sobie wymyślił, siedząc na wykładach w Akademii Medycznej i pilnie ucząc się o właściwościach ziół.  Bez cukru, bez żadnych dodatków i zanieczyszczeń.

Tereny dawnego Pafawagu – Wrocławski Park Technologiczny przy ruchliwej Fabrycznej. Wdech, wydech. W takich miejscach zaczyna się tęsknić za zielonym polem pełnym kwiatów i ziół. Ale właśnie dlatego tu jestem. Dla czystej wrocławskiej herbaty i pachnących ziół bez żadnych sztucznych dodatków i metali ciężkich. Wystartowali w samym środku pandemii. Ze świadomością, że jeśli teraz przetrwają, będzie już tylko lepiej.

Młodość, szkiełko i oko

Maks Wastag, student ostatniego roku farmacji na wrocławskiej Akademii Medycznej, rozpromieniony pokazuje mi najnowszą dostawę Herbzy. Zapakowane już zioła przyszły do rutynowej kontroli w laboratorium. Pierwszą kontrolę robił samego surowca – ziół kupowanych od polskich rolników, zwykle starszych ludzi. Wyszukuje tych uczciwych, nie stosujących chemii.

– Staramy się ich wspierać. Jeździmy do nich bezpośrednio, zbieramy próbki, sprawdzamy. 

Za to z zagranicy nie sprowadza niczego bez zielonego liścia – hibiskus, trawa cytrynowa, yerba mate – przyjeżdżają z ekologicznych farm z Urugwaju i w Portugalii, ale dodatkowa kontrola nie zaszkodzi.

Maks od razu wiedział, że to musi być start-up. Bo tylko w nowoczesnym laboratorium jak na dłoni będzie mógł wyłapać wszelkie zanieczyszczenia. – Przepuszczamy przez chromatograf. Widzimy wszystko: od beznoapirenu, kadm, metale ciężkie.

Fot. Herbzy

Firmę stworzył wspólnie z Michałem Błachem, absolwentem Politechniki Wrocławskiej, odpowiedzialnym za informatyczną stronę przedsięwzięcia. Ale to właśnie Maks, wspólnie z dwoma kolegami, którzy skończyli już farmację, obmyśla receptury –  każda mieszanka ma mieć określone działanie – na odporność, na wzmocnienie – ziół nie można łączyć w dowolny sposób. Tu nie ma miejsca na improwizację. – Bardzo dużo osób wykorzystuje hasło „medycyna naturalna”, by sprzedawać ludziom banialuki, chińskie pakowane herbaty i chińskie rośliny, mieszane według uznania, bez żadnego przygotowania merytorycznego. Na tym rynku są ludzie, którzy wstrzykują innym wodę utlenioną. My mamy wiedzę, dobieramy zioła tak, by nie zachodziły żadne niepożądane interakcje, suplementację dobieramy też indywidualnie do stanu zdrowia pacjenta.

Fot. Herbzy

Ma działać, musi smakować.

Jednak w przeciwieństwie do mieszanek, które kupimy aptece czy sklepie – z często tylko tak zwaną „zdrową żywnością” – w Herbzy liczy się także smak.

–  Musimy się nawadniać i możemy wspomagać się ziołami, z których naprawdę warto skorzystać. Ale my idziemy krok dalej, bo chcemy, żeby to smakowało, żeby picie sprawiało przyjemność – Maks podaje mi biały kubek ze złotym reniferem. – Zaparzyłem coś na odporność, to teraz w temacie.

Mieszanka ziołowa „Poprawa odporności” to połączenie trzech składników: herbaty rooibos, kwiatu hibiskusa i kwiatu bzu czarnego.

Rzeczywiście smakuje bardzo przyjemnie – aksamitnie, delikatnie słodko, choć nie ma cukru, i orzeźwiająco. Mogłabym pić codziennie, czasami nawet zamiast kawy, czy wlewać sobie do bidonu przy bieganiu, bo daje miłe uczucie nawodnienia.

Napar jest ultra łatwy w przygotowaniu – wystarczy zalać zioła umieszczone w sitku przegotowaną wodą (temp. 90 st. C) i odczekać 5 minut.

Ziołowy start-up

Na rynku napojów dla sportowców jest dużo rzeczy, na które się na nie godzę. Pomyślałem, że skoro mam dużą wiedzę na temat ziół, to stworzę fajną, i wyjątkową polską markę. Trafiamy do młodych z atrakcyjnym produktem, bo u nas liczy się także design, ale to przede wszystkim produkt zabezpieczony merytorycznie.

Nie od razu mówi tak wprost. Zanim namówię go na spotkanie, odbędziemy kilka bardziej oficjalnych rozmów telefonicznych. A kiedy nazwę ich herbacianym start-upem, Maks ripostuje z powagą: – Wolimy nazywać siebie „ziołowym start-upem”.  To określenie ma szerszy zakres, a sama herbata jako roślina Herbata Chińska (Camellia sinensis L.) także się w nim mieści.

Pierwotny zamysł był taki, że chcieli tworzyć ziołowe mieszanki tylko na indywidualne zamówienie, czyli zioła dostosowane do potrzeb konkretnego organizmu i trybu życia. „Nasi specjaliści zajmują się indywidualnym doborem ziół do stanu zdrowia oraz celu suplementacji określonego przez konsumenta” – pisze Maks w mailu. Z usługi korzystają m.in. sportowcy i pracownicy korporacji.

Po pewnym czasie twórcy Herbzy wypuścili jednak pięć gotowych mieszanek z linii Hotzy – firmy mogą zamawiać je dla pracowników do biura, można zamawiać je już w niektórych lokalach gastronomicznych, kupić  do domu czy na prezent.

Coldzy na regaty

Na zdjęciach Maks wygląda trochę jak Harry Potter na studiach. W końcu namawiam go na spotkanie, i to jest dobra decyzja. Gdy widzę go po raz pierwszy, w drzwiach Wrocławskiego Parku Technologicznego, zdecydowanie nie wygląda na kogoś, kto mógłby stać cały dzień w aptece.

Realizuje właśnie projekt badawczy wpływu substancji zawartej w jednej roślin w leczeniu rdzeniowego zaniku mięśni.

Fot. Herbzy

Z urodzenia gdańszczanin, z sympatii do stolicy Dolnego Śląska – wrocławianin. W wolnych chwilach dla Akademii Medycznej wygrywa tytuły mistrza Polski w żeglarstwie.

Po takim wyczynie dobrze się czegoś napić. Ziołowy macerat? Idealnie. Coldzy – czyli ziołowe maceraty – to druga linia ich produktów, którą wypuszczą na wiosnę. Proces maceracji trwa u nich kilkanaście godzin.

– Macerat może zrobić sobie w domu każdy. Świeżo zmielone zioła czy kawę zalewamy wodą i odstawiamy na co najmniej 8 godzin. Ludzie wolą nazwę cold brew, bo już z czymś się kojarzy. My jako pierwsi w Polsce robimy ziołowe cold brew, dodatkowo wykorzystujemy wiedzę z farmacji, by zwiększyć właściwości wykorzystanych ziół. Mamy kilka innych patentów, które pomagają wyciągnąć jeszcze więcej dobra z tych ziół, to nasze know-how. Cały proces technologiczny przebiega jednak bez żadnej chemii i żadnych sztucznych dodatków. Oczywiście nie dodajemy też żadnego cukru.

Jak czytam czasem skład niektórych napojów dla sportowców, to zastanawiam się, po co atakować trzustkę piłą mechaniczną…

Posejdon nie pyta

Fot. Herbzy

– Zaczynaliście we wrześniu, w samym środku pandemii?  – pytam, nieco zdumiona. Pracę nad stworzeniem Herbzy zaczęli już w maju, a pierwsze produkty  wypuścili we wrześniu. Mają około 200 stałych klientów, do tego współpracy z wrocławską gastronomią, która przed ponownym lockdownem obiecująco się rozkręcała.

– Posejdon nie pyta, czy dobrze się dzisiaj czujesz i czy nie boli cię ręka. Płyniesz albo toniesz. Żeglarstwo nauczyło mnie wytrwałości i ciężkiej pracy. Mój trener zawsze powtarza, żeby nie być jak harpagan, nakierowany tylko na jeden cel. Musimy zawsze szukać rozwiązań, które są w danej sytuacji najlepsze  – mówi Maksymilian.

Kolejnym punktem programu jest tworzenie kosmetyków na bazie ziół. Herbzy chcą w swoim zakładzie produkcyjnym przy Politechnice Wrocławskiej uruchomić też klaster dla rzemieślników kosmetyków naturalnych. Oprócz tego, tworzą własny certyfikat jakości – Herbzy – chętni będą mogli poddawać swoje produkty i surowce kontroli w ich laboratorium. W ten sposób unikną papierologii i wysokich kosztów związanych z ubieganiem się o certyfikat eko.

Maksymilian dodaje, że ciężkiej pracy nauczyli go rodzice. Mama jest rzemieślniczką, robi biżuterię z bursztynów. Tata od wielu lat pracuje na kontrakcie w Norwegii.

Herbzy próbują właśnie zainteresować rynek skandynawski wrocławską herbatą.  Pierwsze rozmowy z Norwegami już się odbyły.  – W Polsce na hasło „certyfikowana mieszanka ziołowa” wszyscy się krzywią, kojarzą to z apteką lub z medycyną naturalną, gdzie rządzą szamani. A w Skandynawii wszyscy się ożywiają, mówią, że to super pomysł – opowiada Maks.

Posejdon jest też od trzęsień ziemi, więc może zatrzęsą rynkiem skandynawskim?

***

Herbzy można spotkać w weekendy na Wrocławskim Bazarze Smakoszy przy ul. Paczkowskiej 26.