Kolorowe marchewkowe pole. Jeśli tu pryskają, to wywarem z czosnku
Po łące biegają luzem szczęśliwe zwierzęta, a na polach rosną kolorowe marchewki, buraki i inne dawno zapomniane odmiany warzyw: brukiew, rzepa, salsefia, skorzonera. Ewelina Żygadło z Gospodarstwa Milejowe Pole na szkodniki stosuje wywar z cebuli i czosnku, nawóz robi z pokrzywy, a z mszycami wygrywa szarym mydłem z innego ekologicznego gospodarstwa.
Witajcie w Milejowicach pod Wrocławiem – w gminie Żórawina – jest tutaj gospodarstwo Milejowe Pole, gdzie nie używają sztucznych nawozów ani chemicznych środków ochrony roślin – dbają o ziemię tak, jak to robili ich dziadkowie i pradziadkowie na Kresach.
Naturalny nawóz wytwarzają żyjące w gospodarstwie zwierzęta – kury, konie, krowy, świnie.
– Jesteśmy samowystarczalni. Dbamy o ziemię, a ona odwdzięcza się sama – mówi właścicielka gospodarstwa, Ewelina Żygadło.

Żywieniowa nirwana
Pole – nieduże, jeden hektar przy domu – uprawiał jej pradziadek, a potem także dziadek, który przesiedlony po wojnie na Dolny Śląsk też miał przy domu swój kawałek pola. Gospodarstwo zaczął rozwijać i unowocześniać tato Eweliny, który dokupował ziemię, budował i remontował stodoły i zmodernizował park maszynowy. Potem wkroczyła ona, chociaż miała swój okres buntu.- Wychowałam się na wsi, przy pracy, ale też w żywieniowej nirwanie, w przeświadczeniu, że żywieniowa samowystarczalność każdej rodziny jest czymś naturalnym i powszechnym. Myślałam, że każdy człowiek może tak jak ja – wyrwać sobie z pola marchewkę i ją zjeść albo pójść do kurnika po jajka. Świadomość przyszła dopiero z czasem.

Pod koniec liceum Ewelina zapragnęła coś w swoim życiu zmienić, oderwać się od korzeni. Skończyła studia na Politechnice Wrocławskiej i wspólnie z koleżanką prowadziła biuro nieruchomości. – Zaczęłam podróżować po świecie i zdałam sobie sprawę, że nie jest tak różowo. Przekonałam się, co ludzie jedzą, jak smakuje żywność z marketów i jak trudno niektórym o dostęp do zdrowej, naturalnej żywności i prawdziwego smaku. Zawsze byłam osobą, która stara się odżywiać świadomie i zdrowo, dlatego zaczęłam tęsknić za życiem w gospodarstwie i coraz bardziej zaczęłam ten styl życia doceniać – opowiada.

Ewelina wróciła do rodzinnego gospodarstwa w 2013 roku, by zająć się uprawą ekologicznych warzyw – a że znała się też na papierologii i tabelkach w excelu, zaczęła ubiegać się o certyfikaty i pisać unijne projekty dotyczące zrównoważonego rolnictwa.
Tymczasem jej tato wciąż sieje zboże, kukurydzę czy rzepak – stosują płodozmian, który także przysługuje się glebie, a Ewelina przymierza się do tego, by w gospodarstwie wyrabiać własną mąkę i tłoczyć oleje. – Jeżeli przyjdzie kryzys, to przynajmniej nie umrzemy z głodu – mówi.
Warzywa sprzed lat
Za pośrednictwem grupy Slow Food Dolny Śląsk pani Ewelina poznała kiedyś Tomasza Hartmana, który dziś jest prezesem Food Think Tanku, a wtedy był szefem kuchni w lokalu „Folk” przy ulicy Krzyckiej. Od początku wspierał ideę tak zwanej „krótkiej drogi”, i był pierwszym odbiorcą jej warzyw. To on poradził mi, żeby postawić na dawne, zapomniane odmiany jak pasternak, topinambur czy brukiew. – Musiałam czytać o nich w książkach. Podpytywałam też moje ciocie, bo babć już niestety nie mogłam zapytać -opowiada właścicielka Milejowego Pola. Oprócz warzyw uprawia też naturalne zioła: bazylię, kolendrę czy tymianek, a także jadalne kwiaty nasturcji, bratków i cukinii.

Ewelina stawia też na edukację, prowadzi warsztaty dla dzieci i współpracuje z innymi rolnikami – skupując od nich sprawdzone lokalne produkty. W postindustrialnych przestrzeniach przy ul. Krakowskiej we Wrocławiu otworzyła stacjonarny sklep ze zdrowym jedzeniem „Bazar Dawna Pralnia”, a w 2015 roku uruchomiła sklep internetowy, w którym sprzedaje swoje warzywa (przy zakupach od 50 zł nic nie płacimy za dostawę na terenie Wrocławia).

– Teraz, w marcu, mamy jeszcze warzywa okopowe z zeszłego roku: marchewkę, pietruszkę, ziemniaki, buraki, pasternak, które powoli wyprzedajemy. Prosto z pola jest jarmuż, który lubi zimę i świeża zielona natka pietruszki, która nam pięknie odrasta na zeszłorocznych korzeniach. Jest też szczypior i rukola, która przy przymrozku się wymraża, ale potem ożywia się i odrasta. Niedługo będą młode rzodkiewki, szpinak i inne nowalijki. Latem zaczną się owoce.

– Na początku tata pukał się w głowę, że skończyłam studia i chcę wrócić na wieś. A ja wierzę, że praca na roli uszlachetnia i nauczyła mnie zaradności. Czuję odpowiedzialność za ziemię, i za kształtowanie polskiego rolnictwa i świadomości konsumenckiej. Nadal niektórzy się dziwią, że chleb od zaprzyjaźnionego producenta, który sprzedajemy w Dawnej Pralni kosztuje kilkanaście złotych. Tylko że ja mam taki chleb w domu przez tydzień i wystarczy że zjem jedną kromkę i czuję się syta, a sztucznie nadmuchanego chleba muszę zjeść osiem kromek. Z warzywami jest podobnie, nie tylko jeśli chodzi o wygląd i walory smakowe, ale też składniki odżywcze i witaminy – te naturalne, prosto z pola i z ziemi, którą traktujemy z szacunkiem, dostarczają ich całe mnóstwo.
***
Milejowe Pole znajdziecie na facebooku: www.facebook.com/milejowepole i przez sklep: www.milejowepole.pl