W Siedlimowicach zabytkowy młyn wciąż mieli mąkę
Kiedyś w każdej wiosce był młyn – i co dziwne, każdy miał pracę! – opowiada Witold Markiewicz, właściciel zabytkowego Młyna Siedlimowice. – Gdybyśmy tego nie kupili, to w miesiąc wszystko by rozkradli.
Jest na czym oko zawiesić: w niezwykle malowniczej okolicy, blisko Zalewu Mietkowskiego, na pofałdowanym, pagórkowatym terenie niedaleko Świdnicy, jedziemy krętą drogą wśród lasów i łąk.
W końcu skręcamy i żelazną bramą wjeżdżamy na kamienny bruk. Przed nami wspaniały obiekt: murowana budowla o regularnej bryle, założona na planie prostokąta. Dwie dolne kondygnacje są otynkowane, a dwie górne mają drewnianą konstrukcję i ceglane wypełnienie, to wszystko pokrywa spadzisty dach. Za budynkiem wciąż – choć już bardzo powoli – toczy się Młynówka, której woda napędzała kiedyś koło wodne, a później turbinę. Dziś młyn jest elektryczny, ale cały mechanizm pozostał.

Pierwsza wzmianka o młynie w Siedlimowicach pochodzi z XV wieku. Młyn w obecnej postaci wybudowano w pierwszej połowie XIX stulecia.
Stojące dziś w środku urządzenia wyprodukowano na początku ubiegłego wieku w Dreźnie. Większość z nich nadal pracuje.

To dziś jedyny zabytek techniki na Dolnym Śląsku, który wciąż mieli i sprzedaje mąkę.
Młyn w Siedlimowicach jest obecnie własnością państwa Witolda i Iwony Markiewiczów. Pan Witold fachu uczył się od swojego ojca, absolwenta nieistniejącej już szkoły dla młynarzy, i przejął po nim młyn dokładnie 20 lat temu, w 2001 roku.

Marzena Żuchowicz: Nigdy pan nie myślał, żeby pójść gdzie indziej?
Witold Markiewicz: Nie, dotąd o tym nie myślałem. Jestem tu od urodzenia i od dziecka już praktycznie jestem w młynie. Dzieciństwo było bardzo fajne – w latach 80. i jeszcze częściowo w 90. to tu był prawdziwy młyn!
W okresie żniw czy przed świętami kolejki tutaj były niesamowite! Wesoło było, ludzie poprzyjeżdżali, coś tam poopowiadali, pośmiali się. Kiedyś w naszej okolicy w każdej wiosce był młyn. I co dziwne, każdy miał pracę! Teraz praktycznie już nie ma tutaj małych gospodarzy. Nikt już nie mieli zboża na własny użytek.

Kiedy to się skończyło?
Chyba jak weszły te duże markety. A potem jeszcze renta strukturalna – wielu rolników pomyślało „to po co robić?”. A młodzi nie chcą obejmować. To kiedyś było GS-owskie, potem GS-y przestały istnieć i musieliśmy to kupić.
„Chcieliśmy to kupić – całe gospodarstwo jest duże, ma dużo zabudowań, przy młynie stoi dom, wcześniej działała też pralnia i magiel, z boku przy domu była piekarnia, a z drugiej strony młyna kuźnia”
Bramy wjazdowe są stare, z ozdobnymi okuciami, takie same jak w pałacu obok, bo tu był kiedyś ten sam właściciel. Gdybyśmy tego nie kupili, to w miesiąc wszystko by rozkradli, tak jak to było w młynie w Śmiałowicach, Obłoku, Świdnicy czy w Strzegomiu – stuprocentowa dewastacja, wszystko, co się dało, wynieśli.

Sam pan dba o te stare maszyny i cały mechanizm młyna?
Tak, naprawiamy wszystko we własnym zakresie, Trzeba być na bieżąco (głos żony w tle: Mąż nawet jak jest w domu, to słyszy, czy wszystko dobrze działa!), Trzeba szybko wyłapać każdą usterkę – chwila moment i może dojść do poważnej awarii. Nie bez znaczenia jest też zmysł węchu, np. kiedy poczuję że coś się za mocno nagrzewa, muszę szybko wyłączyć cały mechanizm i szukać przyczyny. Raz do roku robię konserwację i gruntowny remont.
„Najtrudniejsze jest ustawianie wszystkiego z powrotem tak, jak było – trzeba każdy element precyzyjnie wstawić, dokładnie w to samo miejsce, pod takim samym kątem – tak jak to było od nowości. Najtrudniej ustawić z powrotem walce – jeden waży dwie tony”

Skąd brać zapasowe części?
Gdy dzieje się coś poważniejszego, trzeba toczyć nowe części. Jak wiadomo, nie jest łatwo dopasować nowe do starego, ale nam się udaje. Znajomi tokarze przechodzą już na emeryturę, a młodzi nie chcą objąć ich warsztatów, więc musimy szukać gdzie indziej.
Opowie pan o mące?
Dwie rzeczy decydują o tym, czy mąka jest dobra. Pierwsza to ziarno – musi być dobrej jakości. A druga to dobre ustawienie maszyn.
Domowy piekarz jest w stanie odróżnić tę jakość na oko – z dobrej mąki chleb wyrośnie i nie popęka za dużo.
„Do chleba musi być mąka chlebowa 750, a taką trudno w sklepie dostać”
Kiedyś wszystkie piekarnie ją brały, dzisiaj tylko piekarnie rzemieślnicze, bo te duże, sieciowe, mają gotowe mieszanki – nie biorą czystej mąki. W pandemii niektórzy zaczęli sami piec chleb w domu i mówią, że już do kupnego nie wrócą.

Cały czas macie tę mąkę na sprzedaż?
Tak, wciąż można do nas przyjechać i kupić mąkę. Ludzie szukają dobrego towaru, a nam się udaje, że cały czas mamy ten dobry towar. Bywaliśmy też z naszą mąką na Targu Ziemi w Kraskowie, czasem na jarmarku w Świdnicy, a jesienią organizujemy u siebie duży Festiwal Mąki, ale wszystko stanęło przez pandemię. Może w tym roku uda się odbić. Mąkę mielimy teraz już bardziej hobbystycznie. Uruchamiamy też młyn podczas warsztatów dla dzieci czy oprowadzania wycieczek. U nas jeszcze można zobaczyć, jak ta mąka powstaje. Koledzy, którzy poszli do pracy w przemysłowych młynach opowiadają, że tam już nie ma na to szans. Duże maszyny, nie widać co dzieje się w środku, a na produkcję i tak nikogo nie wpuszczą.

***
- Młyn Siedlimowice jest czynny od poniedziałku do piątku w g. 7-15. i w soboty 7-12 (sprzedaż mąki)
- Właściciele młyna organizują zajęcia i warsztaty dla grup zorganizowanych. Kontakt: mlynsiedlimowice@wp.pl
- Aktualności: Młyn Siedlimowice