Riesling na walizkach. Odważne eksperymenty w Winnicy Jaworek
Produkty lokalne, produkty ekologiczne, produkty regionalne, lokalni producenci, Wrocław, Dolny Śląsk
2919
post-template-default,single,single-post,postid-2919,single-format-standard,qode-social-login-1.1.3,stockholm-core-1.2.1,select-theme-ver-5.2.1,ajax_fade,page_not_loaded, vertical_menu_transparency vertical_menu_transparency_on,menu-animation-underline,side_area_uncovered,header_top_hide_on_mobile,wpb-js-composer js-comp-ver-6.1,vc_responsive

Riesling na walizkach. Odważne eksperymenty w Winnicy Jaworek

Jeden z rozdziałów najnowszej historii polskiego winiarstwa zaczyna się tutaj – w podwrocławskiej Miękini, na ponad 20 hektarach płaskiego pola. Odwiedziłyśmy klimatyczne archiwum butelek w podziemiu i najstarszy krzew rieslinga na Dolnym Śląsku, który wkrótce wybiera się w podróż.

Na początek – przenosiny w czasie. 20 lat wcześniej, gdy Lech Jaworek zakłada jedną z pierwszych w Polsce winnic, wszystko jest jedną wielką niewiadomą.

– Wiedza w Polsce na ten temat praktycznie była wtedy żadna. Odmian winorośli szlachetnej, takich jak riesling, chardonnay czy pinot noir, wówczas jeszcze nikt w Polsce nie sadził. I tak naprawdę nikt nie mógł nam za bardzo poradzić, co ma tutaj szansę na powodzenie – wspomina Lech Jaworek.

Roman Myśliwiec, założyciel winnicy i winiarskiej szkoły w Jaśle w województwie podkarpackim – określany często polskim Bachusem lub „guru polskich winiarzy” –  przekonuje wówczas początkujących, że w Polsce szanse na powodzenie mają jedynie tzw. hybrydy, czyli międzygatunkowe mieszańce. Ale Lech Jaworek należy do osób, które lubią stawiać na swoim. Tworzy winnicę eksperymentalną.

Winnica w Miękini. Fot. Karolina Turkowska

Na czym polega eksperyment?

Jest rok 2001 – na początku sadzą wszystko, co wydaje im się, że ma szansę na powodzenie. Z Bernkastel nad Mozelą przyjeżdżają sadzonki rieslinga, rulandera, elblinga, weissburgundera, muller-thurgau i spatburgundera. W rozmowie z Magazynem Wino Jaworek tłumaczy: – Mój pogląd jest następujący: jeśli w Niemczech, najbardziej zbliżonym do Niziny Śląskiej klimacie, spośród wszystkich produkujących wino krajów w Europie Środkowej, ze znakomitym skutkiem uprawia się vitis viniferę, to należy przynajmniej spróbować posadzić odmiany tego klasycznego gatunku również w Polsce.

Obsadzają łącznie 24 hektary – ewenement, jak na tamte czasy i na tamten etap rozwoju winiarstwa w Polsce, traktowanego wówczas przede wszystkim hobbystycznie. Dolnośląska winnica długo pozostaje największą w Polsce (dziś jest na trzecim miejscu pod względem areału. Ma 18,5 hektara).

Dla wielu kolejnych winiarzy Lech Jaworek staje się inspiracją i wzorem. Człowiekiem, który udowadnia, że da się w Polsce robić wino na sprzedaż – i to w dodatku na płaskim terenie.

W Miękini zaczynają łącznie od blisko 40 odmian, ta liczba dość szybko maleje. Doświadczenie weryfikuje, które odmiany się sprawdzają, a które nie.

– Obecnie pracujemy na 20 odmianach, które sobie poradziły – mówi Marek Piątkowski z Winnicy Jaworek.

Lech Jaworek. Fot. Winnice Jaworek

Siedem chudych lat i droga do legalnej butelki

Wreszcie – wspierany już wówczas przez Piotra Stopczyńskiego, obecnie jednego z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce enologów, który po powrocie z Australii zatrudnił się właśnie w Miękini, Jaworek toruje drogę do legalnej sprzedaży wina w Polsce.

Pierwsze nasadzenia: rok 2001, pierwsza sprzedana butelka wina: rok 2008. Tak długo, jak długo przepisy zabraniają mu jeszcze sprzedaży – Jaworek winem wyłącznie częstuje, przede wszystkim sąsiadów. Co sprawia, że przez te siedem chudych lat na winnicy nie porzuca myśli o robieniu wina w Polsce?

– Zacięcie sportowe – Markowi Piątkowskiemu trudno dziś znaleźć inne wytłumaczenie niebywałego uporu szefa.

W Miękini Jaworek jest znany też z tego, że  z zaangażowaniem gra w piłkę nożną w lokalnej drużynie oldbojów. – To pokazuje, jak u niego pasja idzie w parze z wytrwałością.

Pinot Noir 2004. Fot. Karolina Turkowska

Z Doliny Bystrzycy na Wzgórza Trzebnickie

Z czasem winiarze uczą się także tego, że przy uprawie winorośli zdecydowanie lepiej sprawdzają się tereny na wzniesieniach  – już w tej chwili część winogron używanych do produkcji wina w Winnicy Jaworek pochodzi z ich nowej parceli w Wińsku na Wzgórzach Trzebnickich.

Eksperyment trwa nadal. Tym razem po raz pierwszy w Polsce kilkunastoletnie krzewy przenoszone są w inne miejsce. Paradoksalnie sprzyja temu charakterystyka miękińskiej gleby. Gliniaste, bagienne i rozmokłe podłoże łatwo uwalnia długie korzenie i roślina jest bezboleśnie transportowana do miejsca docelowego. To pierwsze takie przenosiny w historii polskiego winiarstwa i jeszcze nie wiadomo, jaki efekt przyniosą. Lech Jaworek znów jest pionierem.

Docelowo cała uprawa przeniesie się do Wińska, ma tam być łącznie 12 hektarów winorośli, w planach są też nasadzenia na pięciu hektarach nowej parceli w Piotrkowiczkach na Wzgórzach Trzebnickich.

Winnica w Miękinii. Fot. Karolina Turkowska

Sentymenty i historia

Każdy, kto ceni winiarski klimat powinien choć raz odwiedzić dawne poniemieckie zabudowania folwarczne w Miękini. Mieści się tam winiarnia z niemieckim wyposażeniem pamiętającym początki legalnej sprzedaży wina w Polsce, systematycznie rozbudowywana. Od niedawna rządzi w niej Yurii Horbach, enolog, który doświadczenie zdobywał w dalekiej Odessie nad Morzem Czarnym.

Winiarnia w Miękinii. Fot. Karolina Turkowska

Szczególnym miejscem jest wkopana w ziemię piwniczka-archiwum. Leżakują tam historyczne butelki, te z pierwszych lat funkcjonowania winnicy, nie przeznaczone do sprzedaży i te z rocznika 2008 i dalszych – oficjalnie dostępnych na rynku. Można poczuć ducha historii, niemalże jak w tokajskich piwnicach pełnych szlachetnej pleśni. Jest chłodno i ciemno – warunki idealne dla leżakujących win.

Pod ścianami w równych rzędach, na podwyższeniu z desek stoją beczki z dębu amerykańskiego i francuskiego. Wszystkie czerwienie z Winnic Jaworek są starzone w beczkach, co dodaje winom miękkości, waniliowych aromatów i pozwala uwolnić potencjał owocowości tkwiący w dojrzałych gronach. Jaworek Pinore XVII – pinot noir z rocznika 2017 zanim trafił do butelek, w beczkach spędził aż 19 miesięcy!

Schowane w ceglanych przegródkach leżakują też butelki z 2003 rocznika – to pierwszy rok, w którym zabutelkowano wino z eksperymentalnych nasadzeń. Wśród nich jeden z najstarszych polskich rieslingów – niemiecka odmiana, która od początku sprawdzała się na dolnośląskiej ziemi i praktycznie co roku dawała wino, którego nie trzeba się wstydzić.

Piwniczka w Miękiniii. Fot. Karolina Turkowska

Szalony osiemnastolatek i musiak z rieslinga

Jakiego rieslinga możemy dzisiaj spróbować? Wino Jaworek Riesling 2018 sur lie powstało w sposób tradycyjny z drożdżową podkrętką. Aby dodać winu krągłości i ciała winiarze zdecydowali trzymać je cztery miesiące na drożdżowym osadzie przed rozlaniem do butelek. Ma świeżą, owocową kwasowość i aromat dojrzałych cytrusów, skórki pomarańczowej, brzoskwiń, moreli i kwiatów.

Historyczne etykiety Rieslinga z Winnic Jaworek. Fot. Karolina Turkowska

W roczniku 2019 winiarze z Miękini zaszaleli jeszcze bardziej. Riesling 2019, z osiemnastoletnich już krzewów powstał jako niefiltrowane wino pomarańczowe – fermentowane w kontakcie ze skórkami aż dwa miesiące. W rezultacie wino ma bursztynowy kolor, miękkie taniny i wyraźnie wyczuwalne nuty herbaciane i orzechowe. Butelki rozeszły się na pniu.

Na premierę czeka już kolejna nowość – Jaworek Musiak Riesling 2018, zrobiony metodą Merreta, z drugą fermentacją w butelce, bez usuwania osadu. Idziemy o zakład, że to nie ostatni eksperyment Lecha Jaworka. Od założenia winnicy mija właśnie równo 20 lat.