Lawenda i prowansalskie klimaty na Przedgórzu Sudeckim
Produkty lokalne, produkty ekologiczne, produkty regionalne, lokalni producenci, Wrocław, Dolny Śląsk
241
post-template-default,single,single-post,postid-241,single-format-standard,qode-social-login-1.1.3,stockholm-core-1.2.1,select-theme-ver-5.2.1,ajax_fade,page_not_loaded, vertical_menu_transparency vertical_menu_transparency_on,menu-animation-underline,side_area_uncovered,header_top_hide_on_mobile,wpb-js-composer js-comp-ver-6.1,vc_responsive

Lawenda i prowansalskie klimaty na Przedgórzu Sudeckim

O lawendowym polu marzyła siedząc z córką w szpitalnej poczekalni i wpatrując się w zawieszony
na ścianie obrazek z Prowansji. Pierwsze sadzonki wyhodowała sama, w domowych doniczkach.
Wyrosły chudziutkie i liche, wynosiła je na słońce i zabierała z powrotem do domu, kiedy zerwał się
wiatr.

Zaczęło się od tego, że kiedyś od teściowej dostałam prawdziwą lawendę, taką w doniczce – opowiada
Renata Drabowicz, właścicielka Lawendy na Uboczu. – Jej zapach zawsze mnie uspokajał.
W szpitalu myślała o tym, jak pięknie musi pachnieć całe lawendowe pole – patrzyła na wiszący na
ścianie obraz i wyobrażała sobie, jak idzie po takim polu – to marzenie pomagało jej w trudnych
chwilach.

Inny świat

Ubocze to prastara wioska na Przedgórzu Sudeckim, między Gryfowem a Lwówkiem Śląskim Niewiele ponad tysiąc mieszkańców, przystanek kolejowy, kościół, staw i malownicza aleja z kasztanami. Ulice nie mają tu nazw, 10 metrów od skrętu z głównej drogi stoi dom Renaty Drabowicz. Za nim rozpościera się dzisiaj całkiem inny świat – lawendowe pole, informuje nas o tym stojąca przy drodze biała drewniana tabliczka.

Lawendowe Pole

– Zrobiłam to dla siebie, zaorałam łąkę za domem. Pomyślałam: trudno, jeżeli nie wyjdzie, to za jakiś czas znów ta łąka odrośnie – wspomina pani Renata.

Romantyczne początki

Pierwsze 300 sadzonek wyhodowała sama, z nasion. Wsadziła je do doniczek i postawiła przy oknach. – Na szczęście mam w domu duże okna. Kiedy świeciło słońce, wynosiłam doniczki na podwórko,a potem chowałam je z powrotem do domu. Zrobiłam im takie podesty z desek – opowiada.

Wtedy jeszcze nie wiedziała, że lepiej byłoby nasiona przemrozić, wówczas lepiej by wzeszły.

– Dzisiaj już nikt tak chyba nie robi, żeby wsadzać nasionka do ziemi, bo sadzonki można już bez problemu kupić w Polsce. Łatwo też zdobyć wiedzę na temat uprawy.

Lawendowe Pole

Nie od razu lawendowe pole wyglądało tak pięknie jak teraz – potrzeba było wielu lat, zanim krzewinki rozrosły się i zgęstniały. Renata cały czas dosadzała kolejne odmiany. Pierwsza, ta wyhodowana z nasion, to lawenda wąskolistna, z daleka przypominająca bukszpan, następnie doszły kolejne odmiany: munstead – niezwykle malownicza, o niebiesko-filotelowych kwiatach i wyjątkowym zapachu: słodkim i delikatnym, jasnoróżowa rosea oraz hybryda Lavendula intermedia Grosso – nazywana królową plantacji, niezwykle wytrzymała, o długich łodygach (krzak osiąga rozmiar do 1 metra na wysokość i szerokość).

Ach, jak cudownie pachnie

Z pierwszym koszykiem kwiatów pojechała 10 lat temu na święto ceramiki do Bolesławca.

– Klienci podchodzili do i pytali: co to za piękne kwiaty? – wspomina.

Na drugi dzień przy bukietach wywiesiła karteczkę: lawenda.

Wspomina też, że kiedy jej pierwsi klienci wąchali woreczki z suszonymi kwiatami lawendy to sugerowali, że w środku jest jednak coś innego – lawenda, jaką dotąd znali to był chemiczny aromat dostępny wtedy w sklepach. Prawdziwej lawendy wtedy w Polsce jeszcze praktycznie nie było.

Lawendowe Pole

W tym roku było tak sucho, że po raz pierwszy rozwiesiła lawendę na sznurkach w ogrodzie (zwykle suszenie odbywa się w stodole). Wyglądało to pięknie – przyjeżdżały rodziny z dziećmi i młode pary na ślubne sesje zdjęciowe. Największe wrażenie robi jednak zapach – cały dom i wszystko wokół pachnie lawendą. – Największa radość jest wtedy, kiedy widzę zachwyt ludzi, gości, którzy mnie odwiedzają. To mnie nakręca, i sprawia, że chcę robić więcej – mówi Renata Drabowicz.

Woreczki z lnu i pyszności z lawendą

Latem jest bardzo dużo pracy – i są momenty kryzysu. To ważne, by lawendę zebrać zanim rozkwitnie, w przeciwnym razie kwiaty po wysuszeniu się obsypują. – Nieraz trzeba się spieszyć– kiedy są upały wstajemy z córką o piątej i idziemy na pole.

Przychodzą sąsiedzi, znajomi, przyjaciele, wszyscy chcą pomóc, ale też chcą brać w tym udział, bo to zbieranie lawendy to niezwykle aromatyczne przeżycie.

Najbardziej przyjemny moment dla pani Renaty to robienie bukietów – robi je sama, choć nie jest z zawodu florystką.

Oprócz wspomnianych bukietów w klimatycznym miejscu, które sama stworzyła można kupić woreczki zapachowe, wianki różnego rodzaju, poduszeczki relaksacyjne, przeróżne zdobione kosze na specjalne zamówienie, a także olejki zapachowe – to wszystko ze 100 proc. naturalnej lawendy. Warto podkreślić, że woreczki są uszyte z lnu z dolnośląskich Mysłakowic – a przy tym żaden inny materiał nie przewodzi tak pięknie lawendowego zapachu.

Lawendowe Pole

W Lawendzie na Uboczu można też skosztować sezonowych pyszności ze swojej pachnącej lawendą domowej spiżarni: z jadalnych odmian lawendy i tego, co jeszcze rośnie w jej ogrodzie i sadzie przed domem pani Renata wytwarza m.in. lawendowe konfitury z truskawkami czy dżem z malin z dodatkiem lawendy. Lawendę można też u niej kupić w postaci sadzonek (mniejszych lub większych), a także świeżo zerwaną, w tym również lawendę spożywczą, z którą można np. upiec kruche ciasteczka, zrobić krem do tortu czy dodać do herbaty, ale pasuje też do wytrawnych dań, którym nadaje im głębszy zapach i smak.

Produkty są dostępne tylko w sezonie lawendowym – czyli od czerwca do września.

***

Po więcej informacji zapraszamy na facebooka Lawendy na Uboczu lub bezpośrednio na plantację, którą znajdziecie przy drodze między Lwówkiem Śląskim a Gryfowem (Ubocze 24959-620 Gryfów Śląski)

www.facebook.com/pg/lawendanauboczu

Renatę Drabowicz i jej lawendowe cuda można też spotkać na święcie ceramiki w Bolesławcu, zgorzeleckich Jakubach i na jarmarku produktów regionalnych „Wyprodukowano pod Śnieżką”.